Zwykle
jest tak, że projekt systemu zabezpieczeń elektronicznych jest
częścią projektu instalacji niskoprądowych, a tym samym - częścią
projektu budowlanego. Biuro projektowe zatrudnia jednego inżyniera
od niskich prądów, a ten - najczęściej sam nie mając nic
wspólnego z branżą zabezpieczeń elektronicznych - posługuje się
znajomościami z czasów studenckich. Lub - znajomościami
zawartymi przy okazji realizowania innego projektu. Zarówno w
pierwszym jak i drugim przypadku - korzysta z rozwiązań
przygotowanych przez jednego z producentów rozwiązań
systemowych, istniejących na rynku.
Wszystko to zmierza do ograniczenia kosztów biura projektowego i generalnego wykonawcy. Z ich punktu widzenia jest logiczne i uzasadnione. Ale zdecydowanie negatywnie odbija się w ostateczności na kieszeni inwestora.
Dlaczego?
Wszystko to zmierza do ograniczenia kosztów biura projektowego i generalnego wykonawcy. Z ich punktu widzenia jest logiczne i uzasadnione. Ale zdecydowanie negatywnie odbija się w ostateczności na kieszeni inwestora.
Dlaczego?
- Bo dostaje projekt w żaden sposób niepowiązany z realnymi zagrożeniami jego obiektu ( analizy zagrożeń nie robi większość biur projektowych, większość z nich też nie zleca wykonania takich analiz projektantom systemów technicznej ochrony mienia) i dość luźno powiązany z jego wymogami funkcjonalności.
- Bo oferta siłą rzeczy opiera się na
rozwiązaniach systemowych, które zwykle są znacznie droższe w
zakupie i późniejszej eksploatacji, niż rozwiązania
pozasystemowe. Rozwiązania systemowe mają uzasadnienie tylko w
takich obiektach, w których chodzi o bardzo wysoki poziom
bezpieczęństwa. Takich obiektów jest niewiele. Jest rzeczą
absurdulną, kiedy właściciel przyszłej drukarni dostaje
projekt zabezpieczeń konkurujący zaawansowaniem z siedzibą
wywiadu lub skarbca NBP, a sortownia i magazyn owoców - system
telewizji zdolny do rozpoznawania piegów na twarzy niesfornych
kibiców piłkarskich. Czyli przerost formy nad treścią, za który
trzeba słono zapłacić przy realizacji. I po raz drugi słono
płacić przy konserwacjach, przeglądach i naprawach, bo te zwykle
mogą być czynione tylko przez autoryzowany serwis ( nikt inny nie
posiada dostępu do części, nikt inny nie posiada
specjalistycznego oprogramowanai diagnostycznego), i tylko w oparciu
o systemowe części zamienne.
Firma stricte instalacyjna. Firma, która ma dobre i różnorodne referencje, istniejąca na rynku przynajmniej kilka lat.
Zapytanie można złożyć 2 lub trzem takim firmom. Każdej z nich będzie zależało na temacie, a mając świadomość, że nie jest jedyną poproszoną o ofertę - z pewnością nie będą przesadzały z kosztownymi rozwiązaniami. Proces wyłaniania oferenta powinien być etapowy. To znaczy taki, w którym inwestor będzie w stanie na kolejnych etapach standaryzować swoje wymagania ( bazując na wiedzy wynikającej z otrzymanych ofert i ..towarzyszących im wyjaśnienień ), a firmy instalacyjne - na kolejnych etapach przedstawiać uzasadnienie swoich rozwiązań i ich funkcjonalność. Tych etapów nie musi być więcej niż 3, i nie musi to trwać w nieskończoność. Efekt końcowy - zamiast oferty na wykonanie projektu opartego o rozwiązania systemowe - taniej i szybkiej, ale opiewającej np na ok 1,5 mln zł, inwestor otrzyma ofertę na 800 tys zł , tylko o miesiąc później!!! Taki algorytm postępowania wcale nie musi skończyć się rozwiązaniami tanimi lub bardzo prostymi technologicznie. Różnice – nawet jeżeli nie są aż tak duże, to jednak w każdym wypadku zdecydowanie rekompensują wszelkie niewygody wynikające z dłuższego procesu wypracowanai projektu.